Zniknął wdzięczny cel letnich, jesiennych, zimowych i wiosennych spacerów . Spoczęcie na dzikim mostku w pozycji na plecach i twarzą w górę dawało niepowtarzalne uczucie wolności i wspaniały widok nieba gwiaździstego, słonecznego, pochmurnego nad nami.
Spoczęcie z nogami zwisającymi z mostka gwarantowało widok na najpiękniejsze jezioro świata. Było to miejsce o nadzwyczajnych właściwościach: w zależności od konfiguracji potrafiło tworzyć rzeczywistość gwarnej, radosnej przynależności z jednej – i błogiej ciszy i spokoju z drugiej strony. Wystarczyło zdecydować, kiedy, z kim lub bez kogo się tam udać.
Są tacy, którzy twierdzą, że nigdzie się tak wspaniale nie rozmawiało jak tam. A latem molo było najlepszym rozwiązaniem dla tych, którzy nie godzili się na haracze wstępu na płatne barlineckie plaże, a w przypadku plaży miejskiej nie chcieli nabawić się klaustrofobii pływając w okrojonym do absurdu kwadraciku za „kiełbaskami”.
Pływając na „dzikiej”, można było czuć się człowiekiem wolnym i nieograniczanym. Wprawdzie notorycznie brakowało tam drabinki, ale przynajmniej był mostek… Owszem, na „dzikiej” nadal będzie można pływać. Ale i tak wszyscy wiemy, że bez molo to już to nie to samo.
W związku z powyższym na Facebooku zebrała się silna grupa zatytułowana: „
ODDAJCIE NAM BARLINECKIE MOLO!!!!!!!” Na dzień dzisiejszy to ponad 400 osób zdecydowanych, ponad 600 jeszcze czających się. Na stronie trwa dyskusja o silnie emocjonalnym zabarwieniu, są i tacy którzy inicjują składkę i zachęcają, byśmy zakasali rękawy i molo sami odbudowali. Pojawił się też pomysł przydybania sponsorów…
Tyle sentymenty. Co do faktów wszyscy już chyba słyszeliśmy: molo należało do ośrodka Pomorskiej Akademii Medyczne i to właśnie akademia postanowiła o jego rozbiórce.
Wysłaliśmy zapytanie do Urzędu Miejskiego co dalej z tym miejscem. Niezwłocznie poinformujemy, gdy nadejdzie odpowiedź.
tekst i foto: Redakcja/ Joanna Szajda