Na początku przypominamy cel wyprawy: Chuucznaar (prowincja Qinghai) - spływ rzeką Jangcy - Tybet (prowincja Sichuan) - morze wschodniochińskie - Mandżuria (prowincje Jilin i
A tak rozpoczyna się początek relacji:
Cóż, w podroży jak i w życiu pojawiają się sytuacje nie przewidywalne…Po przylocie okazało się, że chiński nowy rok, najciekawiej celebrowany jest w okolicach Pekinu ( co wiedziałem ) i w prowincji Guizhou, ( miasteczko czyt. taj-dzian), czyli jeden z zaplanowanych tematów, postanowiłem uderzyć w stronę tych miejsc....Niestety na samym początku wyprawy, dopadła mnie grypa lub coś w tym rodzaju.
Nie miałem jednak wyjścia, bo przecież ze względu na mnie, chińczycy nie przełożą nowego roku :). Z chusteczką w dłoni i gorączką biegałem wszędzie tam, gdzie ludzie oddawali się bez reszty noworocznym szaleństwom ( trwa to tam 2 tyg.) W ten sposób przebywałem w kilku miejscach, począwszy od stolicy, kończąc na wioskach...( w kilku miejscach wiedziałem że jestem niecodziennym gościem, ponieważ zatrzymywano pochód, by zrobić sobie ze mną zdjęcia:))
Wszędzie było ciekawie, ale jednak w prowincji Guizhuou, przeszło to moje wyobrażenie, szaleństwo, które ciężko opisać w kilku zdaniach. Około godziny 19:00 rozpoczął się spektakl, który trwał praktycznie do wczesnych godzin porannych... Dziesiątki chińskich smoków niesionych na długich tyczkach bambusowych, przez dziesiątki ekip, z każdej strony atakowane są ogniem, przypominającym ognie fajerwerków.
Wygląda to mniej więcej tak, jakby strażacy polewali zamiast wodą, ogniem , sam ogień wydobywa się z bambusowych tub..
Ludzie palący smoka, często strumień kierują wprost na niosących smoka, często są to dzieci do tego, bez koszulek, sam oczywiście w ferworze doświadczyłem ów ognia, niestety następnego dnia okazało się, że nie jest to tylko atrapa, by zrobić ciekawe ujecie, byłem zbyt blisko, moja kurtka, spodnie i czapka zostały bardzo mocno popalone. Wszędzie mnóstwo ognia i dymu, ciężko połapać się czasem gdzie się jest... ( jedną z tych przedziwnych petard dostałem prosto w buta, na szczęście nie ucierpiałem zbyt mocno :)) ( lecz niestety wszystkie ubrania trzeba było poszyć ).
ciekawe to wydarzenie, ale jednak jeden z głównych celów w tym regionie dopiero przede mną !!!!!:)
c.d.n.
made in china... / 06-03-2009 / misha
dobrze, ze można poczytać o tym pięknym kraju z zupełnie innej perspektywy. Chiny mają przecież w dzisiejszych czasach bardzo złą sławę...komunizm, łamanie praw człowieka, wyzysk biedoty, sprawa Tybetu, zalewanie świata trującą taniochą... A w rzeczywistosci ten kraj ma przeciez tyle różnych, wspaniałych oblicz! Dobrze się dzieje, gdy ktoś, jak w tym wypadku ten koleś, pokazuje nam Chiny od tej innej strony. Dzięki takim właśnie przedsięwzięciom mamy szansę nie poddać się stereotypom i "zobaczyć więcej"
wyprawa / 06-03-2009 / Rosołek
mnie sie podoba drugie
china / 05-03-2009 / bęc
ostatnie zdjecie jest powalajace
wartość sama w sobie / 05-03-2009 / Rosołek
Po tym jak czytałam relacje z Nepal Expedition, ogladałem zdjęcia i byłam na spotkaniu z bohaterami wyprawy, nie omieszkam czytać i oglądać zdjęć z tej wyprawy.
fajnie / 03-03-2009 / Radko
dużo zdjęć pewnie bedzie, jak na nepal expedition.
Wow / 03-03-2009 / Alexis
Na pewno to musiało byś fantastyczne przeżycie...
Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg opowieści
[1-10]
schowaj